Inżynieria oprogramowania w ujęciu systemowym.
Zintegrowane podejście do metodyk,
technologii (głównie Java EE), architektury i rozwoju ścieżki kariery programisty.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Craftsmanship. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Craftsmanship. Pokaż wszystkie posty
sobota, 23 kwietnia 2011
Code Review vs Pair Programming
Oczywiście w idealnym świecie najlepiej byłoby mieć zarówno Code Review (CR) jak i Pair Programming (PP).
Jednak w brutalnej rzeczywistości zwykle nie ma to czasu, ponieważ ich wykonywanie wiąże się ze złudzeniem tracenia czasu.
Na szczęście w dojrzałych organizacjach znajdujemy czas na tego typu "zbytki" rozumiejąc ich potrzebę - szczególnie w przypadku ekspansji zespołu o "młodych, zdolnych, dobrze zapowiadających się".
Wówczas zwykle defultowo wybór pada na CR.
Co takiego możemy sprawdzić podczas CR?
Na pewno:
- dużą część zasad Clean Code
- poziom sensowności testów
- bardzo ogólnie zgodność z założonym stylem architektonicznym
- przy większym zaangażowaniu być może część reguł GRASP lub SOLID.
<dygresja>
Co do podstawowych zasad Clean Code to wydawać by się mogło, że są intuicyjne. Że każdy podczas pierwszego roku nauki programowania (czy to w podstawówce czy to na studiach) zrozumiał, że krótkie metody i samoopisujące się identyfikatory - GOOD, odwrotnie - BAD.
Okazuje się, że jednak niekoniecznie. W wolnej chwili przyjrzycie się sobie i kolegom z teamu pod kątem dominacji jednego z dwóch typów inteligencji: werbalnej i algorytmicznej.
Polecam Doskonały artykuł Andrzeja Szczodraka: "O programiście-pisarzu i programiście-konstruktorze..."
Dobitnie mówi o tym również Greg Young "gdzieś" w swoim 6.5 godzinnym video.
Ogólny morał jest taki: ważne aby odpowiednio przypisywać programistów o naturalnych zdolnościach do odpowiednich części systemu.
Generalnie różnica polega na tym, że programiści o dominującej inteligencji werbalnej dbają o formę wyrazu. Ich nastawienie - a wręcz predyspozycje - determinują elegancki styl, czytelność i prostotę (prostotę w rozumieniu werbalnym). A Możliwość eleganckiego i prostego wyrażenia intencji jest dla nich narzędziem weryfikacji poprawności pomysłu (weryfikacji nie formalnej ale bardziej intuicyjnej). Algorytmy nie są ich mocną stroną, raczej wzorce, ogólne zasady i formy, architektury, archetypy. Mają niestety chorobliwą tendencję do tworzenia frameworków, aby nadać ramy myślom.
Z kolei programiści o dominującej inteligencji algorytmicznej doskonale czują się w złożonej gmatwaninie obostrzeń nie dbając o styl i formę - te są dla nich pomijalne. Na poziomie algorytmu liczy się wydajność. Ich mocną stroną są raczej biblioteki niż frameworki.
Dodatkowo kilkanaście lat stukania młotkiem w głowę na lekcjach/zajęciach z matematyki gdzie dobra nazwa funkcji to f albo g, dobra nazwa zmiennej to x, y, k, l, m, n a najlepsze zadania to te bez kontekstu i bez treści - umacniają naturalne nawyki.
</dygresja>
Mam nadzieję, że szczypta psychologii rzuci nieco nowego światła na podstawowe zasady Clean Code - z którymi jako entuzjasta dobrych modeli werbalnych osobiście zgadzam się w zupełności. Jednak innych ludzi trzeba również zrozumieć i nie można być zawsze Clean-Nazi.
Poza tym wiele z podstawowych zasad czystego kodu można sprawdzić automatycznie.
Jak jednak sprawdzić design? Jak sprawdzić sensowność koncepcji rozwiązania? Jak sprawdzić model biznesowy?
//Pomijamy tutaj organizacje, gdzie takowe artefakty przychodzą "z góry" do wklepania.
Zakładam też, że sprawdzanie designu metrykami z automatu to jak ocenianie obrazu poprzez histogram;)
Zatem aby sprawdzić tej klasy problemy podczas CR, weryfikujący musi niemal powielić całą pracę umysłową osoby, która weryfikowany kod spłodziła. Czyli innymi słowy mamy podwójny wysiłek mentalny!
Co jeżeli rzeczywiście go poniesiemy (czyli sprawdzimy coś więcej niż nazwy zmiennych i długość metod) i okaże się, że cała koncepcja rozwiązania jest błędna i należało by ją przepisać?
Czy przepisujemy, czy może kończymy CR stwierdzeniem: "następnym razem postaraj się bardziej"?
Skoro już inwestujemy czas drugiej osoby (zwykle tej "mocniejszej") w powstanie kodu, to może warto zrobić to na początku. Tak aby ta osoba brała udział w powstawaniu koncepcji rozwiązania a nie tylko sprawdzała długość metod;)
Jest wówczas duża szansa na:
- wyklucie się lepszego rozwiązania, modelu, koncepcji
- eliminację potrzeby przepisania
- czysty kod będzie niejako produktem ubocznym - ekspert zwykle nie potrafi pisać inaczej niż czysto - syf po prostu go spowalnia lub wręcz uniemożliwia myślenie
Dlatego lepiej zawczasu uprawiać Pair Programming (model kierowcy i pilota) aniżeli poniewczasie liczyć linijki w metodach i sprawdzać czy zmienne nazywają się tak podpowiada zdrowy rozsądek;P
Innymi słowy: mając ograniczone man-hoursy do zainwestowania, lepszy zwrot uzyskamy z PP.
Mam nadzieję, że archaiczne wyrazy użyte w ostatnim akapicie nadały temu postowi poniosły, świąteczny charakter;)
//=======================================
W psychologii uczenia się, mentoring uznaje się za najbardziej efektywną technikę uczenia. Po prostu my, ludzie w ogromnej większości uczymy się przez naśladownictwo - przynajmniej na pierwszych poziomach kompetencji (vide model Dreyfus).
czwartek, 31 marca 2011
Dyskusje panelowe
Podczas 4Developers będę prowadził dyskusję na temat braków w Javie (na różnym poziomie) i sposobach, narzędziach oraz podejściach na ich uzupełnianie.
Podczas 33rd Degree będziemy (wraz z kolegami z SSEPP) prowadzić dyskusję na temat kompetencji, profesji i profesjonalizmu w naszej branży.
Formuła zakłada, że to Wy wnosicie wiedzę i doświadczenie oraz pytania i wątpliwości. To Wy nadajecie kierunek dyskusji w stronę, która Was interesuje.
temat przewodni:
Po pewnym czasie pracy z niektórymi narzędziami zaczynamy zauważać ich
braki - szczególnie gdy spróbujemy użyć narzędzi z innego zestawu.
Wszyscy mamy zapewne przemyślenia na temat pewnych braków w
technologii, której używamy.
Część z nas ma inspirujące doświadczenia z innymi technologiami i podejściami.
Podczas dyskusji chcemy zastanowić się nad sposobami uzupełnienia
naszego warsztatu na poziomie: składni, struktury, narzędzi, podejść,
itd.
Uzupełnienia poprzez: biblioteki, frameworki, pluginy, nowe best practices.
temat przewodni:
Ruch Software Craftsmanship jest odpowiedzią na pojawiające się potrzeby problemy.
Jest to jednak ogólna idea. Warto jednak zastanowić się nad konkretami:
//=============================
Jeżeli macie jakieś sugestie odnośnie prezentacji lub dyskusji to zapraszam do pisania komentarzy lub na prv.
Podczas 33rd Degree będziemy (wraz z kolegami z SSEPP) prowadzić dyskusję na temat kompetencji, profesji i profesjonalizmu w naszej branży.
Formuła zakłada, że to Wy wnosicie wiedzę i doświadczenie oraz pytania i wątpliwości. To Wy nadajecie kierunek dyskusji w stronę, która Was interesuje.
4Developers
tytuł: Java - czego nam brakuje, co warto dodać?temat przewodni:
Po pewnym czasie pracy z niektórymi narzędziami zaczynamy zauważać ich
braki - szczególnie gdy spróbujemy użyć narzędzi z innego zestawu.
Wszyscy mamy zapewne przemyślenia na temat pewnych braków w
technologii, której używamy.
Część z nas ma inspirujące doświadczenia z innymi technologiami i podejściami.
Podczas dyskusji chcemy zastanowić się nad sposobami uzupełnienia
naszego warsztatu na poziomie: składni, struktury, narzędzi, podejść,
itd.
Uzupełnienia poprzez: biblioteki, frameworki, pluginy, nowe best practices.
33rd Degree
tytuł: Dokąd zmierza Software Craftsmanshiptemat przewodni:
Ruch Software Craftsmanship jest odpowiedzią na pojawiające się potrzeby problemy.
Jest to jednak ogólna idea. Warto jednak zastanowić się nad konkretami:
- jakimi cechami powinien charakteryzować się profesjonalista
- jaki zakres bazowych kompetencji powinien posiadać profesjonalista
- ew. jakie poziomy kompetencji możemy próbować określać
- być może zależy to od klasy problemów
- czy nadszedł już czas na krystalizację profesji - czy mamy właściwą ilość doświadczeń
- czy i kiedy warto mówić o profesjonalizmie - kiedy jest on potrzeby i kiedy wnosi wartość
//=============================
Jeżeli macie jakieś sugestie odnośnie prezentacji lub dyskusji to zapraszam do pisania komentarzy lub na prv.
niedziela, 9 maja 2010
Konstruktor-Destruktor
Stara indiańska zasada mówi: na blogu zawsze lepiej wkleić linka do czyjegoś mądrego posta niż pisać coś samemu. Dlatego dziś polecam posta Jakuba Nabrdalika: Writer versus Constructor. Tekst trafia w sedno pewnej klasy problemów z developmentem softu.
Od siebie dodam, że jak zwykle rzeczywistość nie jest czarno-biała lecz szara. Programista klasy MacGyver (o którym pisał Joel Spolsky) jest pożytecznym skarbem w zespole, trzeba jedynie objąć go stałą kwarantanną.
EDIT:
Kontynuacja dyskusji: O programiście-pisarzu i programiście-konstruktorze, ciąg dalszy czyli: refaktoring po blogersku?
//=======================
Przy okazji warto zwrócić uwagę nad konstrukcję samego posta - wzór do naśladowania dla wszystkich bloggerów technicznych.
Najpierw mamy krótką historię odwołującą się emocji (w tym wypadku z dzieciństwa), później uogólnienie i postawienie problemu. Dalej w rozwinięciu wypunktowanie konkretów. Wszystko ilustrowane perfekcyjnie dobranymi, klimatycznymi obrazkami Pipboya z Fallouta.
Brawo, brawo, brawo!
Od siebie dodam, że jak zwykle rzeczywistość nie jest czarno-biała lecz szara. Programista klasy MacGyver (o którym pisał Joel Spolsky) jest pożytecznym skarbem w zespole, trzeba jedynie objąć go stałą kwarantanną.
EDIT:
Kontynuacja dyskusji: O programiście-pisarzu i programiście-konstruktorze, ciąg dalszy czyli: refaktoring po blogersku?
//=======================
Przy okazji warto zwrócić uwagę nad konstrukcję samego posta - wzór do naśladowania dla wszystkich bloggerów technicznych.
Najpierw mamy krótką historię odwołującą się emocji (w tym wypadku z dzieciństwa), później uogólnienie i postawienie problemu. Dalej w rozwinięciu wypunktowanie konkretów. Wszystko ilustrowane perfekcyjnie dobranymi, klimatycznymi obrazkami Pipboya z Fallouta.
Brawo, brawo, brawo!
środa, 28 kwietnia 2010
Majowa ewangelizacja Software Craftsmanship

Prezentacja poświęcona tematyce Software Craftsmanship została dosyć ciepło przyjęta podczas poznańskiego 4Developers, oraz spotkała się z niemałym odzewem w community.
Dlatego uznałem, że warto kontynuować propagowanie profesji w naszej branży - szczególnie, że nasze community zaczyna coraz wyraźniej sygnalizować pewne problemy.
Zapraszam zatem wszystkich zainteresowanych tematyką Software Craftsmanship na szereg darmowych konferencji, gdzie planuję wystąpienie:
- lubelskie dni IT - 12 maja w Lublinie
- Infoshare - 14 maja w Gdańsku
- Javarsovia - 26 czerwca w Warszawie
//==================================
Cieszy fakt, ze tematyka Craftsmanship pojawia się również na JUGach: warszawskim i wrocławskim
wtorek, 23 marca 2010
Koszt wykorzystania wzorców projektowych
Podczas dzisiejszej prezentacji na temat Software Craftsmanship i Wzorców Projektowych, którą przeprowadziłem w ramach lubelskiego JUG padło szereg pytań odnośnie:
- kosztu posługiwania się w kodzie wzorcami
- presji czasu
- komplikacji
Jest to pewien ogólny i często powtarzający się zestaw pytań, dlatego sądzę, że warto rozwiać kilka wątpliwości i nieporozumień.
Część programistów widzi wykorzystanie wzorca jako niepotrzebną komplikację, która wprowadza dodatkowy narzut na wytworzenie kodu.
Generalnie jeżeli chodzi o poziom komplikacji to wzorce powinny redukować złożoność przypadkową oraz zwiększać czytelność złożoności właściwej. Jeżeli mamy sytuację odwrotną to wzorzec został wykorzystany niepoprawnie lub niepotrzebnie.
Odnośnie narzutu czasowego to obserwuję dziwne przeświadczenie jakoby dopisanie interfejsu czy kilku linijek kodu potrzebnych na podzielenie kodu na większą ilość pudełek (klas) było jakoś niezwykle czasochłonne;) Sam proces myślowy również nie powinien się znacząco wydłużyć. Albo wiem jaki wzorzec użyć albo nie wiem. To nie jest tak, że zastanawiam się nad tym godzinami.
Warto zwrócić uwagę na fakt, że katalog Wzorców Projektowych Ogólnego Przeznaczenia jest dosyć bogaty.
Owszem, część z nich jest dosyć wyrafinowana pod względem koncepcyjnym lub pod względem konstrukcji kodu. Przykładowo taki Visitor, Component Tree, Bridge, Proxy, Builder, Flyweight, Memento prowadzają pewien narzut, ale są to narzędzia, które wybieramy do misji specjalnych. Na pewno nie należą do codziennego wachlarza technik.
Natomiast Strategia, Stan, Dekorator, Template Method, Command to lekkie "skróty myślowe" wynikające wprost w paradygmatu Object Oriented. Nie ma w nich doprawdy nic nadzwyczajnego.
Osobiście traktuję część z nich jako "atomowe klocki", z których powinno budować się rozwiązania. Są to byty niemal tej samej klasy ciężaru co IFy, pętele czy metody. Biegłe opanowanie lekkich wzorców sprawia, że poszerzają one nasz zestaw podstawowych "klocków myślowych". Budujemy z nich najpierw mentalne modele, a później naturalnie pojawiają się w kodzie.
Operując lekkimi wzorcami na poziomie podstawowych klocków nie mamy narzutu czasowego podczas developmentu. Natomiast poziom komplikacji ulega znacznemu obniżeniu, ale tylko dla tych czytelników kodu, który posiadają taki sam zasób skojarzeń jak jego twórca - czyli operują tym samym słownictwem branżowym.
//=====================================
Potrzeba posiłkowania się wzorcami "lekkiego" kalibru wynika ze słabej siły wyrazu języków wywodzących się z C++ takich jak np Java. Przykładowo brak domknięć kompensujemy sobie strategiami. Doprawdy nie jest niczym strasznym i pracochłonnym opracowanie interfejsu z jedną metodą oraz kilku jej implementacji. Ilość kodu "biznesowego" nie ulega zwiększeniu (ew redukcji) natomiast pojawiają się jedynie dodatkowe "opakowania" dla niego w postaci zgrabnych i eleganckich klas.
Jeżeli ktoś aż tak bardzo nie pała chęcią do pisania kodu to może powinien zostać trubadurem;)
Ciężki kaliber wzorców również może czasem przydać się do emulacji brakujących elementów składni, takich jak:
- double dispatch emulowany przez wzorzec Visitor
- lazy evaluation emulowany przez wzorzec Proxy.
- kosztu posługiwania się w kodzie wzorcami
- presji czasu
- komplikacji
Jest to pewien ogólny i często powtarzający się zestaw pytań, dlatego sądzę, że warto rozwiać kilka wątpliwości i nieporozumień.
Część programistów widzi wykorzystanie wzorca jako niepotrzebną komplikację, która wprowadza dodatkowy narzut na wytworzenie kodu.
Generalnie jeżeli chodzi o poziom komplikacji to wzorce powinny redukować złożoność przypadkową oraz zwiększać czytelność złożoności właściwej. Jeżeli mamy sytuację odwrotną to wzorzec został wykorzystany niepoprawnie lub niepotrzebnie.
Odnośnie narzutu czasowego to obserwuję dziwne przeświadczenie jakoby dopisanie interfejsu czy kilku linijek kodu potrzebnych na podzielenie kodu na większą ilość pudełek (klas) było jakoś niezwykle czasochłonne;) Sam proces myślowy również nie powinien się znacząco wydłużyć. Albo wiem jaki wzorzec użyć albo nie wiem. To nie jest tak, że zastanawiam się nad tym godzinami.
Warto zwrócić uwagę na fakt, że katalog Wzorców Projektowych Ogólnego Przeznaczenia jest dosyć bogaty.
Owszem, część z nich jest dosyć wyrafinowana pod względem koncepcyjnym lub pod względem konstrukcji kodu. Przykładowo taki Visitor, Component Tree, Bridge, Proxy, Builder, Flyweight, Memento prowadzają pewien narzut, ale są to narzędzia, które wybieramy do misji specjalnych. Na pewno nie należą do codziennego wachlarza technik.
Natomiast Strategia, Stan, Dekorator, Template Method, Command to lekkie "skróty myślowe" wynikające wprost w paradygmatu Object Oriented. Nie ma w nich doprawdy nic nadzwyczajnego.
Osobiście traktuję część z nich jako "atomowe klocki", z których powinno budować się rozwiązania. Są to byty niemal tej samej klasy ciężaru co IFy, pętele czy metody. Biegłe opanowanie lekkich wzorców sprawia, że poszerzają one nasz zestaw podstawowych "klocków myślowych". Budujemy z nich najpierw mentalne modele, a później naturalnie pojawiają się w kodzie.
Operując lekkimi wzorcami na poziomie podstawowych klocków nie mamy narzutu czasowego podczas developmentu. Natomiast poziom komplikacji ulega znacznemu obniżeniu, ale tylko dla tych czytelników kodu, który posiadają taki sam zasób skojarzeń jak jego twórca - czyli operują tym samym słownictwem branżowym.
//=====================================
Potrzeba posiłkowania się wzorcami "lekkiego" kalibru wynika ze słabej siły wyrazu języków wywodzących się z C++ takich jak np Java. Przykładowo brak domknięć kompensujemy sobie strategiami. Doprawdy nie jest niczym strasznym i pracochłonnym opracowanie interfejsu z jedną metodą oraz kilku jej implementacji. Ilość kodu "biznesowego" nie ulega zwiększeniu (ew redukcji) natomiast pojawiają się jedynie dodatkowe "opakowania" dla niego w postaci zgrabnych i eleganckich klas.
Jeżeli ktoś aż tak bardzo nie pała chęcią do pisania kodu to może powinien zostać trubadurem;)
Ciężki kaliber wzorców również może czasem przydać się do emulacji brakujących elementów składni, takich jak:
- double dispatch emulowany przez wzorzec Visitor
- lazy evaluation emulowany przez wzorzec Proxy.
poniedziałek, 9 listopada 2009
Czysty kod to przetestowany kod?
Clean Code to skądinąd szczytna idea, na fali której kilka osób chce się wylansować ostatnimi czasy. Przyjrzymy się jej dzisiaj nieco bliżej aby sprawdzić czy nie kryje się za nią przypadkiem merytoryczna próżnia...
Ewangelizatorem tej idei jest nasz ulubiony Wujek Dobra Rada - Uncle Bob. Polecam wszystkim jego prezentację pt Craftsmanship and Ethics.
Uncle B z pasją opowiada o profesji i etyce w naszej branży. Właściwie to przekonuje, że już najwyższy czas aby wykrystalizowały się one bo póki co jeszcze się ich nie dorobiliśmy. Tutaj zgadzam się z nim bez 2 zdań. Metodyka byle-jak-byle-działało-ale-miało-zaokrąglone-rogi-na-gui to aktualnie standard.
Jako że są to idee bardzo mi bliskie to pierwsza część prezentacji jest na prawdę budująca. Dalej Uncje B twierdzi, że drogą do profesjonalizacji i nieskazitelnego kodu jest Test Driven Development. "Nie wolno Ci napisać ani linijki produkcyjnego kodu bez napisania uprzednio testu!" grzmi wujaszek! Kropka.
Postępuj tak a w nagrodzę po śmierci będą czekać na Ciebie w niebie zastępy dziewic - do tego nimfomanek rozumiejących maszynowy kod w reprezentacji binarnej. Marzenia...

...ale chyba nie będzie tak łatwo.
TDD owszem jest techniką, która ma swoje przeznaczenie i zastosowania ale nie dajmy się zwieść, że rozwiązuje wszystkie problemy. Co najwyżej niektóre.
Sensowna krytyka tego typu rozumowania znajduje się w typ poście: It's OK Not to Write Unit Tests. Wujkowi Dobra Rada chyba tylko wydaje się, że rozprawił się z adwersarzem przy pomocy racjonalnych argumentów: Excuse me sir, What Planet is this?
O ile w pewnych sytuacjach testy mogą "sterować" developmentem to nie zapominajmy o technikach, które rzeczywiście prowadzą do clean code.
Co nam po nawet 100% pokryciu kodu testami jeżeli kod będzie jedną wielką kupą...
Działającą nawet perfekcyjnie, ale wciąż jedną wielką kupą... [wstawić_swoją_ulubioną_metaforę]
Refaktoryzacja to podstawa? Co nam po wsparciu dla refaktoryzacji dzięki pokryciu kodu testami, które zwalniają nas z napięcia towarzyszącemu zmianom skoro... nie mamy pojęcia jak refaktoryzować ani w ogóle, w którą stronę refaktoryzować?
Do tego właśnie zmierzam... TDD nie daje żadnych wskazówek jakich technik developerskich użyć aby osiągnąć upragniony Clean Code. To oczywiste, że nie daje wskazówek, bo nie leży to w "domenie" TDD. Ale trzeba to sobie uświadomić i nie dajmy sobie wcisnąć kitu, że testy jednostkowe rozwiązują problem - są po prostu niewystarczające. Pomagają rozwiązać - ale rozwiązanie właściwe leży chyba gdzie indziej.
Czysty kod, aby powstał musi być wypracowany poprzez pewien wysiłek umysłowy. Nie wystarczy dorwać się do klawiatury i radośnie stukać (o tym na koniec). Na ten proces musi składać się rzetelna analiza problemu, projekt i dopiero implementacja. Nie mam tu oczywiście na myśli metodyki Waterfall, ale po prostu pewnej pracy, którą trzeba wykonać - nawet w umyśle jednej osoby.
Dla każdego z tych etapów mamy zestaw sprawdzonych technik oraz narzędzi, które oczywiście nie gwarantują sukcesu, ale zwiększają prawdopodobieństwo powstania upragnionego Clean Code.
Na poziomie analizy możemy posłużyć się Archetypami Modeli Biznesowych. Są to skatalogowane gotowe rozwiązania standardowych problemów biznesowych. Modele te zostały wypracowane przez wytrawnych analityków dzięki czemu można je dostosowywać do swych potrzeb. Są również zaprojektowane z myślą o rozbudowie modelu. Można by dużo o nich pisać, ale nic nie zastąpi przykładu. A przykład w jednym z najbliższych postów. Póki co zastanówmy się co nam po doskonale obłożonym testami modelu, który jest kupą...
Gdzieś na styku analizy i projektu mamy na przykład Domain Driven Design.
Zanim przejdziemy do poziomu projektu zatrzymajmy się przez chwilę na architekturze, będącej stylem, na podstawie którego będziemy projektować. Zastanówmy się co nam po doskonale obłożonym testami kod jeżeli architektura jest kupą...
Na poziomie projektu mamy zestaw technik np Object Oriented. GRASP i SOLID - pomagające w poprawnym interpretowaniu OO i uniknięciu proceduralnego kodu dziwacznie upchanego w klasy.
Nie zapominajmy o Wzorcach Projektowych. Kiedyś było o nich głośno, ale aktualnie młodzież woli sobie wyklikać/wygenerować trochę kodu. Ci bardziej Agile obłożą go paroma testami i jest git;)
Wzorce mogą pomagać u utrzymaniu czystej struktury kodu, ale przy ich "pomocy" można również bardzo skutecznie niepotrzebnie zagmatwać powinny pozostać prostsze - cała sztuka w wyważeniu. Ale tego oczywiście nie dowiemy się z marketingu TDD;)
Co do wzorców to planuję kiedyś stworzyć serię postów z realistycznymi (nieksiążkowymi) przykładami - ale jak zwykle czasu brak. Co do GRASP i SOLID to można znaleźć trochę dobrych przykładów - np ten.
Kiedy już wiemy co i jak to na poziomie implementacji możemy podeprzeć się techniką testów jednostkowych. Ale to czy kod będzie Clean zależy od pracy umysłowej włożonej również (albo przede wszystkim) wcześniej.
Konkludując: TDD ew. jako dodatek na drodze do Clen Code wujaszku;P
Aby uzupełnić całość warto wspomnieć o podejściu Specify First - dobry opis w poście TDD is not test-first. TDD is specify-first and test-last. Niektórzy twierdzą, że dopiero przy takim podejściu można mówić o prawdziwym TDD.
Chodzi generalnie o to, że pisząc najpierw test - nawet nie interfejs implementacji, a test - stawiamy się w roli kodu "klineta" danej klasy. Na pewno wpływa to pozytywnie na nasz design - bardzo pozytywnie.
Ale to znowu półśrodek. Technika owszem dobra, ale dla tych z nas, którzy są wciąż jeszcze na poziomie myślenia kodem.
Myślenie kodem to zupełnie normalna faza w rozwoju programisty i każdy przez nią przechodzi. Jeżeli jesteś początkujący to zapewne zauważyłeś, że gdy mówisz do kogoś ifami i pętlami to on krzywi się i zaczyna rysować jakieś prostokąty połączone strzałkami aby cokolwiek zrozumieć. Jeżeli bawisz się w to już kilka lat to zapewne irytują cię juniorzy, którzy mówią do Ciebie kodem. Normalna sprawa, abstrahowanie przychodzi z czasem ...
Zatem "Specify first" jest dobre na początek gdy świerzbią nas paluszki i chcemy jak najszybciej dorwać się do klawiatury i nastukać coś co można będzie za chwilę radośnie debugować. Analizowanie, modelowanie, projektowanie... to dobre dla zgredów.
Przy podejściu Top-Down rzeczywiście klasy "niższe" mogą być pokraczne bez wyobrażenie sobie jak będą używane. Ale top-down powinien być style analizowania problemu, natomiast projektowanie klas można przeprowadzić bottom-up dzięki czemu powstaną "komponenty" - niczym niezależne części "ruchomej machiny". Z czasem przychodzi umiejętność wyobrażania sobie i manipulowania obiektami "w pamięci" (własnej) bez potrzeby pisania czegokolwiek. Pomocy może być ew. ołówek, kartka i UML. Ktoś pamięta w ogóle co to jest UML? Nie to nie jest kolejna biblioteka do mockowania;P
Taaak.... kiedyś pewnie powstanie Unified Mocking Library - w sumie już nic mnie nie zdziwi w naszej branży...
//===============
Od razu uprzedzę ew. komentarze aby uniknąć niepotrzebnego niezrozumienia.
W tekście nie zajmuję stanowiska ZA albo PRZECIW testom jednostkowym. Moim celem było zwrócenie uwagi na fakt, że same testy niewiele wnoszą do koncepcji Clean Code. TDD jest techniką implementacyjną oraz od niedawna jest sprzedawany jako technika specyfikowania dla niecierpliwych/początkujących.
Moja teza jest następująca: aby osiągnąć Clean Code potrzeba dodatkowo kilku innych technik developerskich. Dopiero synteza całości może dać zadowalający rezultat.
I niestety trzeba się wysilić znacznie bardziej niż tylko dopisać więcej kodu - testującego. A podstawowe zagadnienia z zakresu inżynierii oprogramowania (Low Coupling, High Cohesion, IoC,...) przydają się również choćby do pisania kodu podatnego na testy - o wysokim poziomie testability.
Ewangelizatorem tej idei jest nasz ulubiony Wujek Dobra Rada - Uncle Bob. Polecam wszystkim jego prezentację pt Craftsmanship and Ethics.
Uncle B z pasją opowiada o profesji i etyce w naszej branży. Właściwie to przekonuje, że już najwyższy czas aby wykrystalizowały się one bo póki co jeszcze się ich nie dorobiliśmy. Tutaj zgadzam się z nim bez 2 zdań. Metodyka byle-jak-byle-działało-ale-miało-zaokrąglone-rogi-na-gui to aktualnie standard.
Jako że są to idee bardzo mi bliskie to pierwsza część prezentacji jest na prawdę budująca. Dalej Uncje B twierdzi, że drogą do profesjonalizacji i nieskazitelnego kodu jest Test Driven Development. "Nie wolno Ci napisać ani linijki produkcyjnego kodu bez napisania uprzednio testu!" grzmi wujaszek! Kropka.
Postępuj tak a w nagrodzę po śmierci będą czekać na Ciebie w niebie zastępy dziewic - do tego nimfomanek rozumiejących maszynowy kod w reprezentacji binarnej. Marzenia...

...ale chyba nie będzie tak łatwo.
TDD owszem jest techniką, która ma swoje przeznaczenie i zastosowania ale nie dajmy się zwieść, że rozwiązuje wszystkie problemy. Co najwyżej niektóre.
Sensowna krytyka tego typu rozumowania znajduje się w typ poście: It's OK Not to Write Unit Tests. Wujkowi Dobra Rada chyba tylko wydaje się, że rozprawił się z adwersarzem przy pomocy racjonalnych argumentów: Excuse me sir, What Planet is this?
O ile w pewnych sytuacjach testy mogą "sterować" developmentem to nie zapominajmy o technikach, które rzeczywiście prowadzą do clean code.
Co nam po nawet 100% pokryciu kodu testami jeżeli kod będzie jedną wielką kupą...
Działającą nawet perfekcyjnie, ale wciąż jedną wielką kupą... [wstawić_swoją_ulubioną_metaforę]
Refaktoryzacja to podstawa? Co nam po wsparciu dla refaktoryzacji dzięki pokryciu kodu testami, które zwalniają nas z napięcia towarzyszącemu zmianom skoro... nie mamy pojęcia jak refaktoryzować ani w ogóle, w którą stronę refaktoryzować?
Do tego właśnie zmierzam... TDD nie daje żadnych wskazówek jakich technik developerskich użyć aby osiągnąć upragniony Clean Code. To oczywiste, że nie daje wskazówek, bo nie leży to w "domenie" TDD. Ale trzeba to sobie uświadomić i nie dajmy sobie wcisnąć kitu, że testy jednostkowe rozwiązują problem - są po prostu niewystarczające. Pomagają rozwiązać - ale rozwiązanie właściwe leży chyba gdzie indziej.
Czysty kod, aby powstał musi być wypracowany poprzez pewien wysiłek umysłowy. Nie wystarczy dorwać się do klawiatury i radośnie stukać (o tym na koniec). Na ten proces musi składać się rzetelna analiza problemu, projekt i dopiero implementacja. Nie mam tu oczywiście na myśli metodyki Waterfall, ale po prostu pewnej pracy, którą trzeba wykonać - nawet w umyśle jednej osoby.
Dla każdego z tych etapów mamy zestaw sprawdzonych technik oraz narzędzi, które oczywiście nie gwarantują sukcesu, ale zwiększają prawdopodobieństwo powstania upragnionego Clean Code.
Na poziomie analizy możemy posłużyć się Archetypami Modeli Biznesowych. Są to skatalogowane gotowe rozwiązania standardowych problemów biznesowych. Modele te zostały wypracowane przez wytrawnych analityków dzięki czemu można je dostosowywać do swych potrzeb. Są również zaprojektowane z myślą o rozbudowie modelu. Można by dużo o nich pisać, ale nic nie zastąpi przykładu. A przykład w jednym z najbliższych postów. Póki co zastanówmy się co nam po doskonale obłożonym testami modelu, który jest kupą...
Gdzieś na styku analizy i projektu mamy na przykład Domain Driven Design.
Zanim przejdziemy do poziomu projektu zatrzymajmy się przez chwilę na architekturze, będącej stylem, na podstawie którego będziemy projektować. Zastanówmy się co nam po doskonale obłożonym testami kod jeżeli architektura jest kupą...
Na poziomie projektu mamy zestaw technik np Object Oriented. GRASP i SOLID - pomagające w poprawnym interpretowaniu OO i uniknięciu proceduralnego kodu dziwacznie upchanego w klasy.
Nie zapominajmy o Wzorcach Projektowych. Kiedyś było o nich głośno, ale aktualnie młodzież woli sobie wyklikać/wygenerować trochę kodu. Ci bardziej Agile obłożą go paroma testami i jest git;)
Wzorce mogą pomagać u utrzymaniu czystej struktury kodu, ale przy ich "pomocy" można również bardzo skutecznie niepotrzebnie zagmatwać powinny pozostać prostsze - cała sztuka w wyważeniu. Ale tego oczywiście nie dowiemy się z marketingu TDD;)
Co do wzorców to planuję kiedyś stworzyć serię postów z realistycznymi (nieksiążkowymi) przykładami - ale jak zwykle czasu brak. Co do GRASP i SOLID to można znaleźć trochę dobrych przykładów - np ten.
Kiedy już wiemy co i jak to na poziomie implementacji możemy podeprzeć się techniką testów jednostkowych. Ale to czy kod będzie Clean zależy od pracy umysłowej włożonej również (albo przede wszystkim) wcześniej.
Konkludując: TDD ew. jako dodatek na drodze do Clen Code wujaszku;P
Aby uzupełnić całość warto wspomnieć o podejściu Specify First - dobry opis w poście TDD is not test-first. TDD is specify-first and test-last. Niektórzy twierdzą, że dopiero przy takim podejściu można mówić o prawdziwym TDD.
Chodzi generalnie o to, że pisząc najpierw test - nawet nie interfejs implementacji, a test - stawiamy się w roli kodu "klineta" danej klasy. Na pewno wpływa to pozytywnie na nasz design - bardzo pozytywnie.
Ale to znowu półśrodek. Technika owszem dobra, ale dla tych z nas, którzy są wciąż jeszcze na poziomie myślenia kodem.
Myślenie kodem to zupełnie normalna faza w rozwoju programisty i każdy przez nią przechodzi. Jeżeli jesteś początkujący to zapewne zauważyłeś, że gdy mówisz do kogoś ifami i pętlami to on krzywi się i zaczyna rysować jakieś prostokąty połączone strzałkami aby cokolwiek zrozumieć. Jeżeli bawisz się w to już kilka lat to zapewne irytują cię juniorzy, którzy mówią do Ciebie kodem. Normalna sprawa, abstrahowanie przychodzi z czasem ...
Zatem "Specify first" jest dobre na początek gdy świerzbią nas paluszki i chcemy jak najszybciej dorwać się do klawiatury i nastukać coś co można będzie za chwilę radośnie debugować. Analizowanie, modelowanie, projektowanie... to dobre dla zgredów.
Przy podejściu Top-Down rzeczywiście klasy "niższe" mogą być pokraczne bez wyobrażenie sobie jak będą używane. Ale top-down powinien być style analizowania problemu, natomiast projektowanie klas można przeprowadzić bottom-up dzięki czemu powstaną "komponenty" - niczym niezależne części "ruchomej machiny". Z czasem przychodzi umiejętność wyobrażania sobie i manipulowania obiektami "w pamięci" (własnej) bez potrzeby pisania czegokolwiek. Pomocy może być ew. ołówek, kartka i UML. Ktoś pamięta w ogóle co to jest UML? Nie to nie jest kolejna biblioteka do mockowania;P
Taaak.... kiedyś pewnie powstanie Unified Mocking Library - w sumie już nic mnie nie zdziwi w naszej branży...
//===============
Od razu uprzedzę ew. komentarze aby uniknąć niepotrzebnego niezrozumienia.
W tekście nie zajmuję stanowiska ZA albo PRZECIW testom jednostkowym. Moim celem było zwrócenie uwagi na fakt, że same testy niewiele wnoszą do koncepcji Clean Code. TDD jest techniką implementacyjną oraz od niedawna jest sprzedawany jako technika specyfikowania dla niecierpliwych/początkujących.
Moja teza jest następująca: aby osiągnąć Clean Code potrzeba dodatkowo kilku innych technik developerskich. Dopiero synteza całości może dać zadowalający rezultat.
I niestety trzeba się wysilić znacznie bardziej niż tylko dopisać więcej kodu - testującego. A podstawowe zagadnienia z zakresu inżynierii oprogramowania (Low Coupling, High Cohesion, IoC,...) przydają się również choćby do pisania kodu podatnego na testy - o wysokim poziomie testability.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
