Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kognitywistyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kognitywistyka. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 lipca 2009

Ile Ci to zajmie? (różnice w postrzeganiu czasu)


Niektóre filozofie zakładają, że czas nie istnieje. Jest tylko tu i teraz, upływ czasu to złudzenie. Inni z kolei chcą go wyginać i zaginać.

Ale zejdźmy na ziemię. W biznesie czas to tylko pieniądz. Stąd też najczęściej pojawiającym się pytaniem w komercyjnym procesie tworzenia softu jest nasze ulubione:

ILE CI TO ZAJMIE?

Managerowie uwielbiają zadręczać tym pytaniem swoich/swoje zasoby. Irytują się, gdy developerzy nie są w stanie odpowiedzieć na tak elementarne pytanie. Przecież jeżeli robi się coś od kilku lat to powinno dać się niemal co do godziny określić ilość potrzebnego czasu. Co za durnie, siedzą w tym po uszy i nie potrafią nawet zarządzać sobą, swoimi zadaniami i swoim czasem. Przecież programowanie jest prawie jak budowanie. Macie nawet te swoje wzorce pokrakowe (czy jakieś tam) oparte na latach doświadczeń budowlańców. Muszę mieć harmonogram i się z niego wywiązać. Budżet Panowie! Budżet!

Developerom z drugiej strony ciśnie się na usta "Nie wiem! Nigdy wcześniej tego nie robiłem!" - heh ale tylko Ci o mocnej pozycji w plemieniu mogą sobie pozwolić na zwerbalizowanie swoich myśli. Czy on nie rozumie, ze praca badawczo-rozwojowa (a taką właściwie jest każdy nowy projekt z uwagi na nowe narzędzia) nie jest liniowa a eksponencjalna. Stając w kopalni z kilofem w ręku, kilometr pod ziemią i fedrując na przodku nigdy nie wiadomo kiedy trafimy na skałę, ile będzie trwać stagnacja i kiedy pojawi się nagły wybuch ruszający wszystko do przodu. Programowanie to nie murowanie muru z cegieł (1 cegła na minutę = > mur z 1000 cegieł to 16.7 godziny) - to tak nie działa.

Jedni i drudzy mamroczą pod nosem: co za durnie!



Zagadnienie szacowania czasu, metodyki szacowania to temat na osobna bajkę, dziś będzie o postrzeganiu czasu.

Ale zanim przejdziemy do corowej warstwy posta, zatrzymajmy się na chwilę aby pokazać sceptykom, że postrzeganie czasu rzeczywiście jest względne i każdy doświadcza tego niemal codziennie (proszę nie uciekać od ekranów - względne w sensie poznawczym a nie w sensie teorii względności).

Pomijając filozoficzną i fizyczną naturę czasu, Twój mózg jest po prostu tak skonstruowany, że postrzega upływ czasu. Mamy wbudowane 2 "koprocesory czasu" - zegary dobowy i bieżący. Zegar bieżący opiera się na mechanizmie taktowania (tysiące neuronów) i próbkowania (neurony gwiaździste i piramidalne). Co ciekawe i istotne dla nas, hormony stresu zmieniają stężenie neuroprzekaźników w naszym "koprocesorze" czasu bieżącego co powoduje zmiany w "tykaniu" a co za tym idzie próbkowaniu bodźców ze świata.

Wszyscy znamy uczucie dłużenia się czasu lub odwrotne do niego - szybki upływ czasu. Jak się okazuje niem tu żadnej magii - wszystko zależy od poziomu hormonów stresu. Dzięki temu np w stresowej sytuacji na drodze mamy "gęste" próbkowanie świata, wchłaniamy więcej danych w jednostce czasu i mamy więcej "cykli" na podejmowanie działań związanym z uniknięciem zderzenia z jakimś durniem.


Przejdźmy do meritum, czyli czasu w kontekście IT.
W tym celu zostawmy poziom "techniczny" czyli neurony i przyjrzyjmy się ogólnym strategiom przeżywania czasu: Spontaniczny plan dnia.
Wynika z niego, że dysonans w podejściu do czasu i planowania jaki obserwujemy na różnych stanowiskach może wynikać z różnych sposobów myślenia o czasie. Tak, tak, wg tego modelu różnimy się wewnętrznymi reprezentacjami czasu!

Mamy zatem ludzi żyjących:
- W czasie (In time) - żyją chwilą, odczuwają każdy moment, bez planu i kontroli czasu, skupiają się na aktualnym działaniu
- Pomiędzy Czasem (Between Time) - w pozycji zdystansowanej do czasu, mają na niego ogólny ogląd, widzą możliwości działania, ale nie przypisują im czasu trwania, dowolnie przestawiają zadania
- Poprzez Czas (Through Time) - również z dystansem, ale mając ścisły chronologiczny plan, każde zdarzenie ma czas rozpoczęcia i czas trwania, czas jest linią o ograniczonej pojemności (w sumie logiczne;)

Autorzy artykułu zachęcają nas do trenowania różnych sposobów przeżywania czasu i dobierania najlepszego do danej sytuacji. Powodzenia.

Zastanawiam się czy można w ogóle być dobrym managerem nie żyjąc Poprzez Czas - widząc dokładny plan, zależności czasowe i być przez to cel-oriented?

Czy można w ogóle prowadzić jakąkolwiek kreatywną działalność (mam na myśli sensowną działalność a nie np malarstwo współczesne) nie żyjąc Pomiędzy Czasem - dostrzegając możliwości i potencjał.

A żyjąc chwilą W czasie lepiej chyba nie męczyć się z IT, rzucić to wszystko i rozpocząć karierę w biznesie porno;)

Każdy powinien zająć się tym w czym jest dobry. A szacunek to podstawa.

//==============================

"Ty masz zegarek, ja mam czas"
...Usłyszał w odpowiedzi na nerwowe pokazywanie na cyferblat podróżnik, gdy usiłował ponaglić swego przewodnika na postoju, pod­czas wędrówki gdzieś, na andyjskim bezludziu.

środa, 18 marca 2009

Piękny umysł

W dzisiejszym poście będę chciał zachęcić grono ponad pół tysiąca czytelników do zainteresowania się czymś z goła innym niż dwurdzeniowa maszyna z zainstalowanym jakimś systemem operacyjnym a na tym JVM i server JEE. Jest coś, co może okazać się jeszcze ciekawsze - Mózg.

Do napisania posta zainspirowała mnie wizyta na Czwartych Dniach Mózgu. Przy okazji zachęcam wszystkich mieszkańców naszej krainy pszenicy i buraka do skorzystania z okazji i zawitania na konferencji. Mimo backgroundu uczelni organizującej konferencję zapowiada się na prawdę interesująco;)

Dziś na ten przykład na warsztacie Dr Krzysztofa Stachyra (muzykoterapeuty) dowiedziałem się wielu ciekawostek na temat oddziaływania muzyki na mózg. Pouczające było doświadczenie różnic percepcji muzyki przez indywidualne jednostki jak i różnic zależnych od np pory dnia. Kilkadziesiąt osób na sali, słuchamy fragmentu utworu po czym okazuje się, że dla części uczestników był on relaksujący a dla innych irytujący, dla jeszcze innych pobudzający. Niesamowite... a człowiek dziwi się, dlaczego inni krzywią się gdy puszczam im Boysów;)

Jaką muzyką uraczyć kogoś kto jest nastawiony agresywnie - lub ogólnie: pod wpływem stresu? Spokojną i relaksacyjna? Okazuje się, że jest to zła odpowiedź:P Wyjaśnienie niesie nam neuropsychologia. Lepiej jest zastosować muzykę, która podniesie poziom stresu - np. wymagającą skupienia uwagi lub stymulującą. Doprowadzi do do szybkiego osiągnięcia maximum napięcia, po którym następuje "przebranie się miarki" i ulga. Przy innym podejściu wysoki (ale nie max) poziom utrzymywałby się stosunkowo długo.


Ciekawe doświadczenie pracy własnego mózgu przeżyła Jill Bolte Taylor (aktualnie prezentacja #2 na TED). Sama będąc neuro-naukowcem przeżyła udar mózgu - opowiada o swych doświadczeniach gdy jedna z jej półkul wyłączała się co chwilę. Dzięki nabytej wiedzy była świadoma tego co się z nią dzieje i może teraz opowiedzieć o swych doświadczeniach. Heh dzięki temu, że jest "z branży" nie myli swych doświadczeń z nirvaną, objawieniem czy porwaniem przez obcych;)

//==========================

Na zakończenie aby nawiązać jednak do IT pozwolę sobie na pewną refleksję. Często porównuje się komputer do mózgu. Mówimy, że jakaś maszyna jest mózgiem systemu. Albo odwrotnie: trenując jakiś kombat chronimy gardą nasz procesor:)

Ludzie zawsze (tzn kiedy już wiedzieli po co między uszami jest ta galareta) porównywali umysł do aktualnie najwybitniejszego wynalazku cywilizacji... W starożytności porównywano go do katapulty strzelającej myślami, później do pompy pompującej myśli. W epoce pary oczywiście porównywano umysł do do maszyny parowej tłoczącej myśli. Teraz mamy pokraczne analogie do komputera.

Ale czy to na poziomie półprzewodników (złączy NP, tranzystorów), czy to na poziomie bramek logicznych, czy nawet na poziomie abstrakcyjnej maszyn Turinga nie istnieje znaczące podobieństwo do działania mózgu biologicznego. Nawet sztuczne sieci neuronowe są bardzo uproszczonym modelem - wręcz trywialną karykaturą (chociaż być może nowe, zaawansowane sieci są bardzie adekwatne - nie wiem).

Więcej na temat mylnej metafory komputer-mózg w książce Istota inteligencji autorstwa Jeffa Hawkinsa - faceta, który wymyślił algorytm rozpoznawania pisma używany na wszystkich urządzeniach przenośnych (a cały zysk "zainwestował" w badania mózgu). To się nazywa prawdziwa pasja - piękny umysł próbujący zgłębić sam siebie...