niedziela, 7 lutego 2010

Inżynieria w służbie użyteczności

/*
 *Tytuł niczym wzięty ze sztandaru
 *z jakiegoś pochodu
 *z uprzedniej smutnej epoki:)
 */

Witam po długiej przerwie. Zaprezentuję dziś pewne ujęcie Usability oraz koncepcję technicznego rozwiązania użytecznej aplikacji - jej architekturę i dwa główne wzorce projektowe.

NOWICJUSZ vs EKSPERT
Użyteczność niejedno ma oblicze. Możemy mówić o przejrzystości, intuicyjności, ergonomii itd. Każdy z nas zapewne zdefiniuje dobre GUI jako takie, które oferuje to czego się spodziewamy. Ale co to znaczy? Oczywiście dla każdego coś innego.

Dziś skupimy się na problemie różnych potrzeb i oczekiwań użytkowników o różnym poziomie zaawansowania.

Analizując Model Rozwoju Kompetencji Braci Dreyfus
krótki opis
szerszy opis
możemy wywnioskować, że użytkownicy reprezentujący skrajne poziomy kompetencji potrzebują skrajnie odmiennego GUI.

Nowicjusz i Zaawansowany Początkujący są nastawieni na zadania ponieważ nie ogarniają jeszcze całości problemu. Potrzebują określonej ścieżki, przez którą będą prowadzeni za rękę a na każdym etapie dostaną jasne wytyczne odnośnie tego CO trzeba zrobić.

Z drugiej zaś strony Kompetentny, Biegły i Ekspert są nastawieni na osiągnięcie celu i mniej lub bardziej orientują się jak go osiągnąć.

Jak to w życiu bywa: "różni ludzie, różne potrzeby".

Mniej zaawansowani użytkownicy potrzebują aplikacji-asystenta zorientowanej na zadania. Aplikacja taka nie powinna atakować mnogością możliwości. Powinna w danym momencie sugerować (lub wręcz zmuszać) do zrobienia właściwej rzeczy. Przykładem mogą być nasze ulubione kretynatory (yyy kreatory).

Zaawansowany użytkownik potrzebuje aplikacji zorientowanej na możliwości. Dla niego wygodne będzie rozbudowane menu, bez sugerowania co kiedy kliknąć. Zaawansowany użytkownik dobrze wie co chce zrobić i nie potrzebuje aby mu podpowiadać. Mało tego, taki użytkownik ma wyrobiony swój własny styl pracy, zatem aplikacja-asystent jedynie przeszkadza. Najlepszym przykładem może być: IDE (np. Eclipse), zaawansowany edytor tekstu albo narzędzie typu CAD. Tysiące opcji w menu i biała kartka na dzień dobry.


Klasyczny problem występujący w aplikacjach biznesowych to nauka obsługi użytkowników. Stare systemy tej klasy orientowało się na możliwości (teraz powoli sytuacja ulega zmianie). Mamy zatem nieszczęsną użytkowniczkę, która zaczyna naukę obsługi systemu (może również jednocześnie "uczy się komputera"). Przytłoczenie mnogością opcji skutkuje jednym: tresurą. Użytkownik nie ma innego wyjścia jak opanowanie procesu biznesowego na zasadzie szympansa: klikam trzeci z lewej, później ok, później przedostatnia zakładka, później klikam drugi od dołu...

Wszyscy znamy też nietrafione rozwiązanie, które miało pomagać nowicjuszom w okiełzaniu eksperckiego narzędzia - spinacz w Office;)

PRZYKŁAD APLIKACJI
W przypadku aplikacji korporacyjnych jest łatwiej. Użytkownik nie ma innego wyjścia jak zacisnąć zęby i nauczyć się (pardon - wytresować się). Jest to po prostu przykre narzędzie jego pracy.

Natomiast gdy nasza aplikacja ma konkurować na wolnym rynku wówczas musimy nieco się wysilić. Użytkownik zirytowany autystycznym GUI aplikacji po prostu porzuci ją, zaklnie i pójdzie sobie do konkurencji:)

Użytkownicy są teraz niezbyt cierpliwi i mają wysokie wymagania odnośnie przyjemności - pokolenie MTV?


Aby ustalić kontekst aplikacji walczącej o klienta wysokim poziomem użyteczności wyobraźmy sobie system do projektowania wnętrz, np. wnętrz kuchni.
Niech zaprojektowanie wymaga między innymi: określenia obszaru pomieszczenia, ustalenia otworów i innych przeszkód, rozstawienia mebli i AGD, dopasowania wszystkich wymiarów, wyboru materiałów z których mają być wykonanie poszczególne elementy, itd. Dalej mamy rysunki techniczne, wyliczenia należności, umowy, itp.

Ustalmy wyzwanie: z aplikacji ma być wykorzystywana przez:
- klientów końcowych, którzy to raz na kilka(naście) lat kupują sobie "kuchnię"
- projektantów kuchni, którzy dziennie wyklikują po kilka takich zestawów.

Co z kompetencjami naszych użytkowników?
Jasne jest, że klient końcowy jest totalnym Nowicjuszem jeżeli chodzi o aplikację. Użyje jej raz (ew jako rodzinny "haker" pomoże szwagrowi wyklikać jego zestaw). Zatem nigdy nie nabędzie wyższych kompetencji. Co gorsza klient może być również niekompetentny w domenie problemu, czyli wszystkich zagadnieniach związanych z kuchniami.
Manual oczywiście odpada, bo zirytowany klient pójdzie sobie do konkurencji.

Projektant jest zwykle w miarę kompetentny w domenie problemu;) Będzie też Nowicjuszem jako użytkownik, ale ponieważ będzie miał motywację i częstą styczność z aplikacją to szybko osiągnie poziom Kompetentny a z czasem dojdzie do Eksperta.

ARCHITEKTURA ROZWIĄZANIA
Mamy zatem dwie klasy użytkowników, którzy potrzebują diametralnie różnego interfejsu. Początkujący użytkownik wymaga przeprowadzenia go przez cały proces projektowania krok po kroku, bez zbędnych pytań, defalutowo, szybko, gładko i bez irytacji. Zaawansowany użytkownik potrzebuje natomiast wolności, możliwości i tysięcy szczegółowych opcji.

Jak to pogodzić? Czy musimy tworzyć niemal 2 osobne aplikacje?
Niekoniecznie, jeżeli podejdziemy do problemu racjonalnie to możemy zredukować narzut związany z przygotowaniem 2 wersji.

Możemy podejść do problemu następująco:

Wydzielamy CORE aplikacji, który zawiera klasy odpowiedzialne za główną funkcjonalność, czyli projektowanie wnętrz (wraz ze wszystkimi regułami z tym związanymi) oraz wizualizację projektu.
Core jest dostępny przez API.

Mamy 2 zestawy GUI: jeden prosty i intuicyjny oraz zorientowany na zadania przeznaczony dla początkujących. Drugi to klasyczny potwór dla eksperta oferujący niezliczone możliwości w rozbudowanych menu.

Oba rodzaje GUI komunikują cię z Corem wysyłając polecenia zhermetyzowane przy użyciu wzorca projektowego Command. Idea wzorca jest taka, że czynności nie są metodami (jak w klasycznym podejściu proceduralnym). Czynności są obiektami. Dla wszystkich klas poleceń istnieje wspólny interfejs zawierający jedną metodę - jest to sygnał do polecenia aby wykonało ono zawartą w sobie logikę.

Konkretny command zawiera w sobie zestaw instrukcji operujących na API Cora. Oczywiście commandy wysyłane z GUI Nowicjusza będą zawierać więcej kodu operującego na API. Jedna czynność takiego użytkownika wykonuje więcej operacji. Commandy wysyłane z GUI Eksperta będą bardziej elementarne. Commandy mogą po sobie dziedziczyć, mogą się na wzajem dekorować z wykorzystaniem wzorca Dekratora w celu reużycia logiki.

W przedstawionej architekturze mamy dodatkowo wzorzec Mediatora. Został on wprowadzony jako "środowisko uruchomieniowe" dla poleceń oraz "hub" spinający wiele komponentów. GUI wysyła commadny do Mediatora, a to mediator wykonuje otrzymane polecenie (uruchamiając wspólną metodę interfejsu) przekazując do nich kontekst uruchomienia, czyli core.
Mediator może również przy okazji manipulować stanem GUI, które nie należy do Core (np nakładać przeźroczystą chmurę na czas długotrwałych operacji bądź włączać dostępność opcji w menu). Mediator może też generować zdarzenia aplikacyjne, które będą obsługiwane przez pewne komponenty graficzne prezentujące zajście danego zdarzenia. Można bawić się do woli z Mediatorem, ale trzeba uważać aby nie stał się boską klasą o zbyt dużej odpowiedzialności.

ZWIĘKSZAMY USABILITY
Każdy użyteczny system, którego idea zasadzą się na bogatej interakcji użytkownika powinien oferować funkcjonalność "Cofnij". Wprowadzenie tej funkcjonalności jest generalnie bardzo kłopotliwe. Kto zmagał się z tym problemem ten zapewne próbował niewydajnego rozwiązania polegającego na "zrzucie" aktualnego stanu do pamięci podczas wykonywania każdej operacji modyfikującej stan.

Ogólnie jest to problematyczna funkcjonalność, chyba że...


...posiłkujemy się wzorcem Command:)

Możemy wówczas rozszerzyć go o anti-command.
Każde polecenie zawierające logikę zawiera w sobie anty polecenie (jako obiekt dostępny przez getter - a getter w interfejsie Command). Antypolecenie zawiera logikę odwrotną do polecenie.

Teraz w naszym przypadku Mediator wykonując polecenie, pobiera z niego anty-polecenie i odkłada je na stosie. W razie potrzeby, czyli gdy użytkownik kliknie cofnij (ctrl+z) wołamy Mediatora, który pobierze polecenie ze stosu anty-poleceń i wykonana go. Proste:)


//==============================

O ile omawiana problematyka usability w kontekście kompetencji użytkownika jest ogólna, to przedstawione rozwiązanie nie aplikuje się do aplikacji webowych z cienkim klientem. Zresztą taki klient ma zastosowanie do innej klasy problemów.

Natomiast rosnąca popularność grubszych klientów (opartych o: flex, javafx, silverligh, stare-dobre-niedoinwestowane-przez-matołów-suna applety czy nawet GWT) pozwala przewidywać, że coraz częściej będziemy spotykać się problemami tej klasy.

wtorek, 26 stycznia 2010

Wspinaczka do profesjonalizmu

Wreszcie po ponad miesięcznej przerwie znalazłem chwilę czasu na napisanie posta:)
Brak czasu na pisanie wynika głównie z nawału nowych obowiązków związanych z opieką nad 3-tygodniową córką:]

Dlatego też dziś odsyłam do artykułu mojego autorstwa, który ukazał się w lutowym wydaniu SDJ pt:
"Wspinaczka do profesjonalizmu
Modelowa ścieżka rozwoju kompetencji – podejście pragmatyczne"


Artykuł traktuje o rozwoju kompetencji developerskich w kontekście Modelu Kompetencji Braci Dreyfus, o którym już pisałem.

W tekście zachowano znaczniki specyficzne dla wydawnictwa, ponieważ są czytelne dla "ludzi z branży" a jednocześnie nadają mu strukturę. Tekst zawiera kilkanaście stron, ale podobno szybko i lekko się go czyta;)

Zapraszam do lektury artykułu i być może nawet całego numeru poświęconego programowaniu gier - zawsze to ciekawa odmiana od enterprajz;)

//========================

W ciągu najbliższego tygodnia noworodek powinien przepoczwarzyć się w mniej zasobożerne niemowlę a co za tym idzie pojawi się kilka nowych postów. Będą poświęcone zagadnieniom z zakresu Craftsmanship, m. in. projektowaniu systemu pod kątem usability (na podstawie moich ostatnich doświadczeń z paroma autystycznymi koszmarkami) .

niedziela, 20 grudnia 2009

Java EE

Kilka dni temu ukazała się finalna wersja specyfikacji Java EE 6.
Jako, że żaden szanujący się blog Javowy nie może nie wspomnieć o tym doniosłym wydarzeniu, zatem niniejszym to czynię:
Proszę Państwa, mamy nową specyfikację Java EE!

Ok, formalności mamy za sobą. Teraz aby ten post jednak coś wnosił do sprawy i aby zachować niezależny charakter bloga pozwolę sobie polecić 2 linki stanowiące niejako rozliczenie dotychczasowych wersji platformy:

- Rod Johnson (twórca Spring framework) w prezentacji Lessons Learned From Java EE’s Evolution opowiada historię platformy, m. in. wpływ niesławnych twórców CORBY na jej kształt:) Człowiek, który zna na wyrywki całą specyfikację Java EE twierdzi, że jedyną dobrą rzeczą jest Servlet API.

- Misko Hevery (Agile Coach w Google odpowiedzialny za automatyzację testów) w swoim poście How to do Everything Wrong with Servlets twierdzi natomiast, że Servlet API jest przykładem bardzo złego designu, bardzo złego.

Aż strach pomyśleć do jakich wniosków doszliby obaj panowie dokonując koniunkcji zbiorów swoich poglądów.

//============================

Warto zwrócić uwagę na specyfikację JSF 2.0 (wchodzącą w skład Java EE 6), która wreszcie po latach będzie nieco bardziej pomocna do tworzenia aplikacji webowych. Przykładowo otrzymujemy oficjalne wsparcie dla szablonów (bez Feceletów jak bez ręki) oraz lepszą orientację na URL (taki mały szczegół webowy).

niedziela, 29 listopada 2009

Seam == JSF + EJB ?

WSTĘP

Framework Seam opiera się na bardzo silnym mechanizmie - bijekcji.

Bijekcja to nowa jakość w technice Dependency Injection, która pozwala na budowanie bardziej naturalnych konstrukcji Inversion on Control.

/**
 * Na marginesie dodam, że DI i IoC to nie jest to samo.
 * Wyjaśnienie różnic w tym przydługim poście:
 * Wprowadzenie do wstrzykiwania zależności i Springa zarazem
 */

Bijekcja w skrócie przedstawia się następująco:
- podczas wywołania metody
- następuje wstrzyknięcie zależności do obiektu, którego metoda jest wołana (pola adnotowane @In)
- metoda jest wykonana
- następuje wystrzyknięcie obiektów do kontekstu Seam (pola adnotowane @Out)
- następuje czyszczenie (nulllowanie) wstrzykniętych zależności

Od strony technicznej odbywa się to w Seam dzięki specjalnym interceptorom. Przechwytują one wywołania metod wszystkich komponentów i wokół tych wywołań dodają całą opisaną powyżej magię.

Koncepcja jest jak już napisałem piękna, ponieważ pozwala na budowanie dużo bardziej naturalnych konstrukcji. Wstrzyknięcia następują per wywołanie metody a nie jedynie raz, po stworzeniu komponentu - zaspawane na wieki wieków (albo przynajmniej do restartu servera z powodu zwisu aplikacji;)
Dodatkowo niemal bez ograniczeń możemy wstrzykiwać w siebie komponenty o różnych zasięgach - nie ma ograniczenia szerszy zasięg w węższy. Dlatego, że wstrzyknięcie następuje jedynie na czas wywołania metody i nie będziemy mieli nigdy problemu z nieświeżą instancją komponentu.


PROBLEM

Twórcy frameworka poszli jeszcze dalej...
Umożliwiają używanie Sesyjnych EJB wprost w JSF - bez potrzeby pośredniej warstwy Managed Beanów (lub ich specyficznej odmiany Backing Beanów). Czyli komponenty Seam, które są jednocześnie komponentami EJB będą widoczne w kontekście JSF.
Managed Beany są podobno zbędą warstwą, która tylko przeszkadza. Możliwość wołania EJB z JSF jest rzekomo tryumfem rozumu na platformą korporacyjną.

Hmmm w bardzo prostych systemach klasy "Przeglądarka Bazy Danych" rzeczywiście można by się obyć bez MB, ale w niniejszym poście przedstawię do jakich kuriozalnych konstruktów dochodzi gdy w nietrywialnych przypadkach wiążemy JSF wprost z EJB.

Na wstępie zaznaczam, że na potrzeby niniejszych rozważań pomijamy aspekty warstwowej architektury, elementarnych zasad projektowania mówiących o kohezji klasy i temu podobnych staromodnych ograniczeniach. Skupiamy się na "produktywnym" kodowaniu na wyścigi rodem z najlepszych tutoriali i książek.

Zaczynamy.
Przykład prosty, klasyczny ekran prezentujący listę czegoś.
Wymagania:
Po ordynarnym wejściu na stronę przez GET chcemy aby lista wyświetlała wszystkie dane.
Widok ma pozwalać również na wyszukanie czegoś po jakimś atrybucie - czyli wpisanie szukanego słowa w pole tekstowe i naciśnięcie buttonu z zaokrąglonymi rogami "Szukaj" (POST gwoli ścisłości).




Na początek implementujemy pierwsze wymaganie: po wejściu na stronę widzimy listę wszystkiego...

Strzępek kodu widoku:

<h:dataTable value="#{listaCzegos}" var="_cos">
<h:column>#{_cos.nazwa}</h:column>
...
</h:dataTable>


Stateless Session Bean, który dostarcza danych dla widoku:


@Stateless
@Name("cosProwajder")
public class CosProwajderBean implements CosProwajderLocal{
@Out
private List listaCzegos;

@Factory("listaCzegos")
public void initListaCzegos(){
listaCzegos = //pobranie danych
}
}


Co się tutaj dzieje: JSF rząda komponentu listaCzegos. Seam widzi, że nie istnieje on w kontekście, ale na szczęście znalazł ochotnika, który go sfabrykuje - metodę otagowaną adnotacją @Factory("listaCzegos"). Metoda zostaje wywołana, metoda ustawia pole prywatne, a ponieważ pole jest adnotowane @Out to po chwili jest wystrzykiwane do kontekstu. Dzięki temu JSF "widzi" listę i może ją już teraz spokojnie renderować w tabelce.

Kod Session Beana mógłby równie dobrze wyglądać tak:

@Stateless
@Name("cosProwajder")
public class CosProwajderBean implements CosProwajderLocal{

@Factory("listaCzegos")
public List initListaCzegos(){
listaCzegos = //pobranie danych
return listaCzegos;
}
}


Ale już śpieszę wyjaśnić skąd poprzednia konstrukcja. Mam już w zamyśle spełnienie drugie wymagania - funkcjonalności wyszukiwania. Zatem na widoku pojawi się pole tekstowe i button:


<h:form>
<h:inputText value="#{searchFilter.name}" />
<h:commandButton action="#{cosProwajder.search}" />
<h:form>


Nasz Session Bean dostanie metodę search, która wyszuka dane na podstawie wstrzykniętych kryteriów, następnie wynik ustawi w prywatnym polu, z którego to po chwili wartość zostanie wystrzyknięta do kontekstu Seam, skąd JSF będzie ją widział.


@Stateless
@Name("cosProwajder")
public class CosProwajderBean implements CosProwajderLocal{
@Out
private List listaCzegos;

@In
private SearchCriteria searchCriteria;

@Factory("listaCzegos")
public void initListaCzegos(){
listaCzegos = //pobranie danych
}

public void search(){
listaCzegos = //pobranie danych na podstawie searchCriteria
}
}


Jeszcze tylko dla ścisłości komponent przechowujący kryteria wyszukiwania. Zasięg PAGE aby kryteria były widoczne po przeładowaniu strony:

@Name("searchCriteria")
@Scope(PAGE)
public class SearchCriteria implements Serializable{
private String name;
//getter i setter
}



Pytanie: co jest nie tak z poniższym kodem?

@Stateless
@Name("cosProwajder")
public class CosProwajderBean implements CosProwajderLocal{
@Out
private List listaCzegos;

@In
private SearchCriteria searchCriteria;

@Factory("listaCzegos")
public void initListaCzegos(){
listaCzegos = //pobranie danych
}

public void search(){
listaCzegos = //pobranie danych na podstawie searchCriteria
}
}


Dla ułatwienia wyrzucę linijki odwracające uwagę i zaznaczę kluczowy element:
(To przecież nie jest egzamin na certyfikat - chcemy się tu dowiedzieć czegoś pożytecznego)


@Stateless //<<-------------
public class CosProwajderBean implements CosProwajderLocal{
private List listaCzegos;

private SearchCriteria searchCriteria;

public void search(){
listaCzegos = //pobranie danych na podstawie searchCriteria
}
}


Właśnie!
Niby mamy bezstanowy komponent, ale korzystamy z niego w stanowy sposób!

Wyobraźmy sobie, że nasz wspaniały komponent biznesowy jest tak genialny, że chcemy go wykorzystać jeszcze gdzieś poza JSF, np wywołać zdalnie. Musimy wówczas:
1. ustawić kryteria wyszukiwania (zakładając, że mamy setter)
2. odpalić metodę search(), która zmieni stan - tu jest ta nieszczęsna stanowość
3. odebrać wynik przez getter

Czyli JSF wymusza na nas styl "strzelania z muszkietu": załaduj i wypal.

Czy dałoby się wykorzystać mimo wszystko ten super-kod poza Seam, np przykrywając go fasadą:


@Stateless
public class CosProwajderFacadeBean implements CosProwajderFacadeRemote{
@Ejb
private CosProwajderLocal cosProwajder;
public List search(SearchCriteria searchCriteria){
cosProwajder.setSearchCriteria(searchCriteria);
cosProwajder.search();
return cosProwajder.getListaCzegos();
}
}

Niestety NIE, ponieważ nie mamy gwarancji, że kontener JEE przy każdym z 3 wywołań bezstanowego komponentu zaserwuje nam tą samą instancję!


Dlaczego ten bezsensowny kod działa w ogóle w Seam? Tak jak napisałem na wstępie - interceptory Seam. Jeden z nich przechwytuje wołanie metody search na komponencie, wstrzykuje kryteria, wykonuje metodę, wystrzykuje wynik. Ponieważ wstrzykiwanie i wystrzykiwanie nie są wywołaniem metod biznesowych bezstanowego komponentu to interceptor cały czas operuje na tej samej instancji.


ROZWIĄZANIE

Łatwo można rozwiązać problem sensowności kodu zmieniając bean bezstanowy na stanowy. Jednak wciąż mamy problem z bezsensownością logiczną. Dlaczego jakiś komponent będący de facto wrapperem dla procedury ma być stanowy?

Owszem w pewnych sytuacjach stanowość może mieć sens, np: z przyczyn wydajnościowych komponent stanowy trzyma wynik jako jakiś kursor po stronie bazy. Klient Stanowego Komponentu Sesyjnego przegląda listę wynikową po kawałku. Tę argumentację zaliczam.

Innym usprawiedliwieniem może być chęć wybrania (kliknięcia) wiersza - z technicznych powodów musi wówczas przechować listę. Innym jeszcze usprawiedliwieniem może być naiwna paginacja, która w naiwnych paginatorach działa na danych sesyjnych pobranych w całości z bazy.
Czy jednak sensowne jest dopasowywanie API komponentów biznesowych do takich szczegółów technicznych jakiś frameworków prezentacji?
Poza tym wciąż będziemy mieli kuriozalne korzystanie z niego w fasadzie - w stylu "strzelania z muszkietu": załaduj i wypal.


PRAWDZIWE ROZWIĄZANIE

Aby nasze komponenty biznesowe miały sensowny interfejs w nietrywialnych przypadkach musimy ponieść ten niesamowity trud wprowadzenia warstwy jakiś Managed Beanów - w Seam zwanych Akcjami.

Są to zwykłe POJOs, które mają API w stylu "strzelania z muszkietu" a logikę biznesową delegują do EJB:


@Name("cosControler")
public class CosControler{
@In //EJB
private CosProwajderLocal cosProwajder;

@Out
private List listaCzegos;

@In
private SearchCriteria searchCriteria;

@Factory("listaCzegos")
public void initListaCzegos(){
//używamy pustych kryteriów (w celu optymalizacji można by wynieść je do singeltona)
listaCzegos = cosProwajder.search(new SearchCriteria());
}

public void search(){
//Wywolanie EJB
listaCzegos = cosProwajder.search(searchCriteria);
}
}


Jest to również doskonałe miejsce do wstrzyknięcia np kontekstu FacesMessages, kontekstów Seam, parametrów Request, bindowanie UIComponent i innych zależności typowych dla technikaliów frameworków. W tej warstwie możemy sobie na to śmiało pozwolić i dzięki niej nie musimy brudzić EJB zależnościami od Seam i JSF.

//==========================

Sama możliwość wołania Sesyjnych EJB z JSF jest oczywiście bardzo wygodnym ficzerem i warto czasem z niej korzystać. Ale tylko wówczas gdy ma to sens i jest racjonalnie uzasadnione.

Tworzenie komponentu biznesowego, który jest "zbrukany" stylem i zależnościami pewnych technologii powoduje, że nie jest to już ani komponent ani biznesowy. Komponent - czyli pewna reużywalna część; biznesowy - czyli zajmujący się jedynie logiką biznesową.

środa, 25 listopada 2009

Geneza i ograniczenia OO

Dziś jedynie dwa linki, które uważam za godne polecenia.

Przeczytałem niedawno tekst, który lekko zachwiał moim światopoglądem: Aristotle's Error or Agile Smagile. Tekst traktuje ogólnie o historii - znajdziecie tam również rzekomą genezę Object Oriented.

Rzekomo pierwotnie wcale nie chodziło o modelowanie świata, lecz o zabawy ze stertą - co będzie gdy zamiast chwilowo przechowywać zmienne na stosie wrzucimy je na dłużej do sterty.

Teorię OO Analysis i OO Design rzekomo "dorobiono" później. Tak, tak, wiem - sam jestem w szoku podobnym do tego gdy wydedukowałem, że nie ma żadnego św Mikołaja;P

Nie wiem na ile historia o pierwocinach OO jest prawdziwa, ale tym razem wielki szacunek dla Uncle Boba za zdystansowane podejście.



Kolejny link to ciekawa prezentacja człowieka, któremu doświadczenie również pozwala zdystansować się od mainstreamu Are We There Yet?. Prezentacja pozwala uświadomić sobie ograniczenia OO oraz wyjaśnia (tym, którzy jeszcze tego nie widzą) dlaczego niektóre wydawałoby się proste języki wprowadzają wysoką złożoność (przypadkową).

Zobaczycie też jak bardzo podobne są do siebie języki, o które często spieramy się "który lepszy". Nie brakuje też aluzji do takich "przełomowych usprawnień" jak usunięcie średników:) Dowiecie się również z czego wg autora prezentacji wynika potrzeba posiadania testów:)

//=======================

Od razu ostrzegam, że treści kryjące się pod linkami są mocno filozoficzne, ale może warto oderwać się na chwilę od kodu aby później móc spojrzeć na niego inaczej...

wtorek, 10 listopada 2009

SQL Injection

Kolejny post z serii geek-humor

ZU0 666 - apokalipsa fotoradarów:

poniedziałek, 9 listopada 2009

Czysty kod to przetestowany kod?

Clean Code to skądinąd szczytna idea, na fali której kilka osób chce się wylansować ostatnimi czasy. Przyjrzymy się jej dzisiaj nieco bliżej aby sprawdzić czy nie kryje się za nią przypadkiem merytoryczna próżnia...

Ewangelizatorem tej idei jest nasz ulubiony Wujek Dobra Rada - Uncle Bob. Polecam wszystkim jego prezentację pt Craftsmanship and Ethics.

Uncle B z pasją opowiada o profesji i etyce w naszej branży. Właściwie to przekonuje, że już najwyższy czas aby wykrystalizowały się one bo póki co jeszcze się ich nie dorobiliśmy. Tutaj zgadzam się z nim bez 2 zdań. Metodyka byle-jak-byle-działało-ale-miało-zaokrąglone-rogi-na-gui to aktualnie standard.

Jako że są to idee bardzo mi bliskie to pierwsza część prezentacji jest na prawdę budująca. Dalej Uncje B twierdzi, że drogą do profesjonalizacji i nieskazitelnego kodu jest Test Driven Development. "Nie wolno Ci napisać ani linijki produkcyjnego kodu bez napisania uprzednio testu!" grzmi wujaszek! Kropka.

Postępuj tak a w nagrodzę po śmierci będą czekać na Ciebie w niebie zastępy dziewic - do tego nimfomanek rozumiejących maszynowy kod w reprezentacji binarnej. Marzenia...



...ale chyba nie będzie tak łatwo.

TDD owszem jest techniką, która ma swoje przeznaczenie i zastosowania ale nie dajmy się zwieść, że rozwiązuje wszystkie problemy. Co najwyżej niektóre.

Sensowna krytyka tego typu rozumowania znajduje się w typ poście: It's OK Not to Write Unit Tests. Wujkowi Dobra Rada chyba tylko wydaje się, że rozprawił się z adwersarzem przy pomocy racjonalnych argumentów: Excuse me sir, What Planet is this?

O ile w pewnych sytuacjach testy mogą "sterować" developmentem to nie zapominajmy o technikach, które rzeczywiście prowadzą do clean code.

Co nam po nawet 100% pokryciu kodu testami jeżeli kod będzie jedną wielką kupą...
Działającą nawet perfekcyjnie, ale wciąż jedną wielką kupą... [wstawić_swoją_ulubioną_metaforę]

Refaktoryzacja to podstawa? Co nam po wsparciu dla refaktoryzacji dzięki pokryciu kodu testami, które zwalniają nas z napięcia towarzyszącemu zmianom skoro... nie mamy pojęcia jak refaktoryzować ani w ogóle, w którą stronę refaktoryzować?

Do tego właśnie zmierzam... TDD nie daje żadnych wskazówek jakich technik developerskich użyć aby osiągnąć upragniony Clean Code. To oczywiste, że nie daje wskazówek, bo nie leży to w "domenie" TDD. Ale trzeba to sobie uświadomić i nie dajmy sobie wcisnąć kitu, że testy jednostkowe rozwiązują problem - są po prostu niewystarczające. Pomagają rozwiązać - ale rozwiązanie właściwe leży chyba gdzie indziej.

Czysty kod, aby powstał musi być wypracowany poprzez pewien wysiłek umysłowy. Nie wystarczy dorwać się do klawiatury i radośnie stukać (o tym na koniec). Na ten proces musi składać się rzetelna analiza problemu, projekt i dopiero implementacja. Nie mam tu oczywiście na myśli metodyki Waterfall, ale po prostu pewnej pracy, którą trzeba wykonać - nawet w umyśle jednej osoby.

Dla każdego z tych etapów mamy zestaw sprawdzonych technik oraz narzędzi, które oczywiście nie gwarantują sukcesu, ale zwiększają prawdopodobieństwo powstania upragnionego Clean Code.

Na poziomie analizy możemy posłużyć się Archetypami Modeli Biznesowych. Są to skatalogowane gotowe rozwiązania standardowych problemów biznesowych. Modele te zostały wypracowane przez wytrawnych analityków dzięki czemu można je dostosowywać do swych potrzeb. Są również zaprojektowane z myślą o rozbudowie modelu. Można by dużo o nich pisać, ale nic nie zastąpi przykładu. A przykład w jednym z najbliższych postów. Póki co zastanówmy się co nam po doskonale obłożonym testami modelu, który jest kupą...

Gdzieś na styku analizy i projektu mamy na przykład Domain Driven Design.

Zanim przejdziemy do poziomu projektu zatrzymajmy się przez chwilę na architekturze, będącej stylem, na podstawie którego będziemy projektować. Zastanówmy się co nam po doskonale obłożonym testami kod jeżeli architektura jest kupą...

Na poziomie projektu mamy zestaw technik np Object Oriented. GRASP i SOLID - pomagające w poprawnym interpretowaniu OO i uniknięciu proceduralnego kodu dziwacznie upchanego w klasy.
Nie zapominajmy o Wzorcach Projektowych. Kiedyś było o nich głośno, ale aktualnie młodzież woli sobie wyklikać/wygenerować trochę kodu. Ci bardziej Agile obłożą go paroma testami i jest git;)
Wzorce mogą pomagać u utrzymaniu czystej struktury kodu, ale przy ich "pomocy" można również bardzo skutecznie niepotrzebnie zagmatwać powinny pozostać prostsze - cała sztuka w wyważeniu. Ale tego oczywiście nie dowiemy się z marketingu TDD;)

Co do wzorców to planuję kiedyś stworzyć serię postów z realistycznymi (nieksiążkowymi) przykładami - ale jak zwykle czasu brak. Co do GRASP i SOLID to można znaleźć trochę dobrych przykładów - np ten.

Kiedy już wiemy co i jak to na poziomie implementacji możemy podeprzeć się techniką testów jednostkowych. Ale to czy kod będzie Clean zależy od pracy umysłowej włożonej również (albo przede wszystkim) wcześniej.

Konkludując: TDD ew. jako dodatek na drodze do Clen Code wujaszku;P


Aby uzupełnić całość warto wspomnieć o podejściu Specify First - dobry opis w poście TDD is not test-first. TDD is specify-first and test-last. Niektórzy twierdzą, że dopiero przy takim podejściu można mówić o prawdziwym TDD.
Chodzi generalnie o to, że pisząc najpierw test - nawet nie interfejs implementacji, a test - stawiamy się w roli kodu "klineta" danej klasy. Na pewno wpływa to pozytywnie na nasz design - bardzo pozytywnie.

Ale to znowu półśrodek. Technika owszem dobra, ale dla tych z nas, którzy są wciąż jeszcze na poziomie myślenia kodem.

Myślenie kodem to zupełnie normalna faza w rozwoju programisty i każdy przez nią przechodzi. Jeżeli jesteś początkujący to zapewne zauważyłeś, że gdy mówisz do kogoś ifami i pętlami to on krzywi się i zaczyna rysować jakieś prostokąty połączone strzałkami aby cokolwiek zrozumieć. Jeżeli bawisz się w to już kilka lat to zapewne irytują cię juniorzy, którzy mówią do Ciebie kodem. Normalna sprawa, abstrahowanie przychodzi z czasem ...

Zatem "Specify first" jest dobre na początek gdy świerzbią nas paluszki i chcemy jak najszybciej dorwać się do klawiatury i nastukać coś co można będzie za chwilę radośnie debugować. Analizowanie, modelowanie, projektowanie... to dobre dla zgredów.

Przy podejściu Top-Down rzeczywiście klasy "niższe" mogą być pokraczne bez wyobrażenie sobie jak będą używane. Ale top-down powinien być style analizowania problemu, natomiast projektowanie klas można przeprowadzić bottom-up dzięki czemu powstaną "komponenty" - niczym niezależne części "ruchomej machiny". Z czasem przychodzi umiejętność wyobrażania sobie i manipulowania obiektami "w pamięci" (własnej) bez potrzeby pisania czegokolwiek. Pomocy może być ew. ołówek, kartka i UML. Ktoś pamięta w ogóle co to jest UML? Nie to nie jest kolejna biblioteka do mockowania;P

Taaak.... kiedyś pewnie powstanie Unified Mocking Library - w sumie już nic mnie nie zdziwi w naszej branży...

//===============

Od razu uprzedzę ew. komentarze aby uniknąć niepotrzebnego niezrozumienia.
W tekście nie zajmuję stanowiska ZA albo PRZECIW testom jednostkowym. Moim celem było zwrócenie uwagi na fakt, że same testy niewiele wnoszą do koncepcji Clean Code. TDD jest techniką implementacyjną oraz od niedawna jest sprzedawany jako technika specyfikowania dla niecierpliwych/początkujących.

Moja teza jest następująca: aby osiągnąć Clean Code potrzeba dodatkowo kilku innych technik developerskich. Dopiero synteza całości może dać zadowalający rezultat.

I niestety trzeba się wysilić znacznie bardziej niż tylko dopisać więcej kodu - testującego. A podstawowe zagadnienia z zakresu inżynierii oprogramowania (Low Coupling, High Cohesion, IoC,...) przydają się również choćby do pisania kodu podatnego na testy - o wysokim poziomie testability.